piątek, 13 lipca 2012

Włosko B/W

Zbliża się weekend, za oknem około 30 stopni, w pokoju, w którym pracuję podobnie. Nie pomagają wiatraki, na zmianę otwierane i zamykane okna i drzwi, nie pomaga zimna woda, która od +4 stopni C pokonuje opór materii w czasie, aby w ciągu pół godziny osiągnąć co najmniej +24 stopnie C, a w ciągu kolejnych godzin temperaturę pokojową, czyli w moim wypadku +30. Upał. Korzyść z niego jedynie taka, że bez problemu udaje mi się zachować urlopowy nastrój. Wspomnienia z tegorocznego urlopu wspomagają też zdjęcia, które od dnia powrotu do pracy, staram się wieczorami przejrzeć, posegregować, podocinać oraz ułożyć w album… Pisałam, że fotograf ze mnie żaden, ale pasja swoje prawa ma ;-) Co roku staram się z uchwyconych aparatem chwil ułożyć OPOWIEŚĆ, niekoniecznie ciągłą, niekoniecznie ze wszystkimi zakończonymi wątkami, ale jednak przemyślaną, ułożoną wg tylko mi znanych reguł, opowieść, którą potem wtłaczam w fotoksiążkę – moją miłość i przekleństwo ;-) Całe wieczory potrafię siedzieć i układać zdjęcia tak, aby MÓWIŁY, bez konieczności użycia słów. Czasami się nie da, czasami trzeba popełnić przypis, adnotację, dopowiedzenie oglądanej historii, ale kiedy mogę nie używać słów… jestem z siebie dumna, bo chociaż na chwilę udaje mi się zmienić sposób komunikacji, bez tłumaczenia połączyć obraz, treść i emocje… jest to rzadkie, a nawet bardzo rzadkie zjawisko, ale czasami się udaje ;-)

Dla zachowania wspomnień kilka migawek z Caorle, małego włoskiego miasteczka w pobliżu Wenecji. Miłego weekendu. 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz