piątek, 21 grudnia 2012

Trąba


Młody dostał swój pierwszy świąteczny prezent! Że co, że trochę za wcześnie? Trudno, Mikołaj ma dużo pracy i do niektórych przynosi prezenty wcześniej. A, że z ciocią Agnieszką spotkamy się dopiero po Nowym Roku, to i okazja sama się nadarzyła.

Ciocia Agnieszka, hołdując bożonarodzeniowej stylistyce, pojawiła się w naszych drzwiach w czwartkowy poranek z rękoma obciążonymi kolorowymi paczkami. Była lekko zaróżowiona (na zewnątrz -13), na głowie miała różową czapkę z pomponem, a na grzbiecie biało – czerwona kurtkę – jednym zdaniem – piękne, radosne, świąteczne zjawisko! Młody lekko zaskoczony i zawstydzony, z początku nie chciał przyjąć ogromnej, lekko grzechoczącej paczki.
- Mamu, pomóż, prosię… - bąknęło moje dziecko.
Dwa razy nie trzeba było mnie prosić! Uwielbiam niespodzianki, nie chodzi nawet o ich zawartość, ale o niepewność, zaskoczenie, radosne oczekiwanie. Zaczęłam rozrywać kolorowy papier, po chwili dołączył do mnie Maluch. Pracowaliśmy szybko, papier znikał,  jeszcze dwa skrawki i naszym oczom ukazała się wspaniała farma z zabudowaniami, zwierzętami, traktorem oraz drzewem do którego można było przyczepiać zielone, plastykowe liście.
- Chce się bawić – poinformował Młody i nie czekając na naszą odpowiedź zaczął wyjmować wszystkie elementy zestawu.
Nie można było mu odmówić tej chwili przyjemność i choć musiałam ich zostawić (praca nie zająć nie ucieknie, ale czekać też nie będzie), to co zastałam po powrocie do domu, wyraźnie wskazywało na dość udaną i rozbudowana zabawę. Na oglądaniu miejsca, w którym rozlokowała się farma, przyłapał mnie Szanowny M. Właśnie trzymałam w rękach ogołocone z liści plastykowe drzewo. Szanowny M. parsknął śmiechem. Spojrzałam na niego pytająco. Szanowny M. nie czekając na pytanie werbalne, zaczął mówić:
- Świetna zabawka, całe popołudnie bawiliśmy się z Młodym. Wiesz, że on postawił drzewo na dachu stodoły?
- Dla niego świat, nie jest jeszcze tak jednoznaczny. Być może w jego świecie drzewa stoją na dachach – odpowiedziałam, przypominając sobie informacje, o tym, że twórczości i wyobraźni dziecka nie należy za wszelką cenę „unormalniać”. Jeżeli Młody chce aby trawa była czarna, a słońce zielone, niech takie będą, im odwzorowywany świat bardziej kolorowy, nieoczywisty i radosny, tym wyobraźnia bogatsza.
- Ale ja mu powiedziałam, że drzewa nie rosną na dachach – kontynuował niezrażony Szanowny M. – no chyba, że porwała je trąba powietrzna.
Milcząc, patrzyłam na Szanownego M., zastanawiając się, czy Młody nie przestraszył się tej opowieści o trąbie powietrznej, która porywa drzewa. Nie zdążyłam się odezwać, gdy Szanowny M. podjął, przerwaną łykiem gorącej herbaty, opowieść.
- Wyobraź sobie, że kiedy skończyłem mówić o trąbie powietrznej, Młody popatrzył na mnie tak jakoś dziwnie, z pewnym niedowierzaniem i nieskrywanym zdziwieniem i zapytał
Tata? Słoń ziuuuuuuuuuu* na dach???!!!!!! 

*ziuuuuuuuu – czasownik oznaczający latanie lub porywanie wiatrem i latanie.

Blueme

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz